Dyscyplina z miłością – czy działa?

Nasze dzieci potrzebują pewności,  że  je  kochamy.  Żadne pouczenia  czy  instrukcje  nie przyniosą zamierzonego efektu,  jeżeli  dzieci  nie  czują  naszej miłości.

Tak jak Bóg kocha nas, trzeba nam kochać nasze dzieci, korygując przy tym ich niepoprawne  zachowania.  I  nie  mówię  tutaj  o  pobłażliwej beztroskiej miłości, ale o potrzebie odpowiedniego wyważenia łaski i sprawiedliwości. To, co chcielibyśmy widzieć u naszych dzieci, to posłuszeństwo, które wypływa z ochotnego serca, a nie tego, które jest wymuszone. Otoczenie miłości sprzyja wzrostowi. Bóg pokazał mi, że nie odrzuca mnie z powodu mojego zachowania, że kocha mnie pomimo wszystko i chce nauczyć mnie, jak wyprostować złe drogi. Potem przeniosło się to na moje relacje z dziećmi. Kiedy uczę się, że mój niebieski Ojciec mnie kocha, że mogę udać się do Niego w  każdym  czasie,  by  dał  mi  siłę  do  zmiany, wtedy jestem w stanie lepiej wychować dzieci. Dzięki Jezusowi, który kieruje moimi krokami, mogę uniknąć mechanizmów bezwiednego naśladowania nieudanych postaw rodziców. Głos Boga nie jest głosem słyszalnym. Nie jest też czerwonym światełkiem, które miga przed oczyma. Jego głos jest myślą, pobudzeniem do czegoś,  kierunkiem,  opcją  lub  opieką  Ducha Świętego. Jego głos działa zgodnie z Jego charakterem  i  Jego  Słowem,  które  prowadzi  nas zgodnie  z  bieżącą  potrzebą.  Jego  głos  działa zgodnie z tym, o czym mówi fragment z Księgi Izajasza 30, 21: „A gdy będziecie chcieli iść w prawo albo w lewo, twoje uszy usłyszą słowo odzywające się do ciebie z tyłu: To jest droga, którą macie chodzić!”. Jak więc mam myśleć w kochający sposób i okazywać miłość dzieciom, kiedy sytuacja wymaga napomnienia? Zaczęłam się tego uczyć, kiedy miałam nogę w gipsie. Bóg użył okoliczności, kiedy moje tempo było wolniejsze, jako doskonałej okazji do nauczenia mnie cennej lekcji. Chłopcy bawili się na podłodze, a ja odpoczywałam z nogą na krześle. W pewnej chwili zaczęli się kłócić o jakąś zabawkę. Zaczęłam się podnosić, żeby dać im burę, ale wtedy moje myśli zostały przerwane: Sally, zwróć uwagę na ich usposobienie. „Zwrócić  uwagę  na  ich usposobienie?  Co  to w  ogóle  jest  usposobienie?  Czy  to  nie  myśli, uczucia  i  sposób,  w  jaki  naturalnie  reagujemy?” – pomyślałam. Popatrzyłam w oczy Matthew i zrozumiałam,  co Bóg chciałby, żebym zrobiła. Bogu nie zależało  na  tym,  abym  położyła  kres  tylko  zewnętrznej  walce;  chciał,  żebym  zrozumiała, dlaczego  reagują  właśnie  tak,  a  nie  inaczej. Boga  nie  tyle  obchodziło  ich  zewnętrzne  zachowanie, ile to, żebym zobaczyła pełny obraz tego, co dzieje się w ich umysłach. Zrozumiawszy to, rozpoczęłam analizę. „Mathew nie jest wściekły – myślałam – stara się przekonać brata, że zabawka słusznie się jemu należy. Chce tę zabawkę. Jest grzeczny, ale dominujący. Andrew jest zdenerwowany. Próbuje siłą odebrać zabawkę, ale na próżno szarpie, bo brat jest silniejszy.  Już  to  wcześniej  widziałam.  Wie,  że jego brat zazwyczaj wygrywa. Widzę teraz to spojrzenie. Poddał się i wygląda na smutnego. Zastanawiam się, dlaczego? Rozumiem, to nie o zabawkę chodzi. Jest smutny, ponieważ myśli, że nie może wygrać i życie jest takie ponure. Pozwolił bratu ją mieć, a sam odszedł, żeby samemu przeżywać swój smutek.” Teraz  zobaczyłam,  jak  ważne  jest  zrozumienie  ich  temperamentów.  Zaczęłam  się  zastanawiać,  co  powinnam  teraz  zrobić.  Matthew powinien czasami poprosić, a czasami ustąpić –  a  nie  zawsze  próbować  dominować.  Powinien nauczyć się dawać pierwszeństwo bratu. Przywódca  musi  nauczyć  się  być  sługą,  żeby zrównoważyć  silną  osobowość.  Powinien  pozwolić mu zobaczyć, jak wygląda życie z perspektywy jego brata. Właściwe myśli doprowadziłyby go do właściwych reakcji. Moja osobowość była o wiele bliższa sposobowi myślenia Andrew, który nie potrafi ł być tak dobry  jak  brat,  i  poddawała  się.  Nie  mogłam mu  powiedzieć,  że  jest  dobry;  musiałam  go przygotować do tego, żeby zobaczył, że Bóg go kocha, że ja go kocham i że z Jezusem może sobie poradzić i uzyskać zadowolenie z tego, kim jest. Andrew musi się zahartować i nie dać się łatwo zniechęcać. Być może wymagać to będzie dużo pracy, aby usunąć efekty jego fałszywego myślenia. Prawda i Bóg muszą się stać dla niego bardzo realne. Powinnam mu także pokazać  lepsze  sposoby  rozwiązywania  problemów  niż  poddawanie  się.  Zamiast  pozwolić Andrew wycofywać się, muszę zachęcać go do wytrwałości. A Matthew pokazać, jak może być bardziej delikatny. Porozmawiałam  więc  z  chłopcami  i  namówiłam ich do odegrania jeszcze raz tej sceny, jednak przy użyciu lepszych sposobów rozwiązywania problemów. Był to dobry początek. Wychowanie  dzieci  jest  niewątpliwie  najbardziej  wymagającą  pracą  na  świecie.  Często możemy  czuć  się  sfrustrowani  i  zniechęceni, kiedy patrzymy na problemy wychowawcze w naszych rodzinach. Musimy dostrzec, co Bóg chce  i  może  dla  nas  uczynić.  Zobaczmy,  jak
pewnego  dnia  zwyczajny  problem  ponownie został rozwiązany w niezwyczajny sposób.
– To twoja wina!
–  Wcale  nie!  To  twoja  wina  i  zaraz  powiem o tym mamie!
Słyszałam,  jak  biegną.  Jak  mogłam  nie  słyszeć? „Mam już tak dość tych nieporozumień z chłopcami kłócącymi się, obwiniającymi jeden  drugiego,  kiedy  żaden  nie  chce  przyznać się do winy. Co powinnam zrobić?
–  Może  Jim  mógłby  pomóc?  –  poprowadził mnie  cichy  głos  Boga.  Kazałam  więc  chłopcom się uciszyć i poszłam po Jima.
– Kochanie, jestem taka sfrustrowana. Muszę pójść  na  spacer,  żeby  trochę  ochłonąć.  Zajmiesz  się  chłopcami  dopóki  nie  wrócę?  Znowu się kłócili. Muszę wypracować jakieś nowe podejście.
– Pewnie. Zaraz się nimi zajmę – zgodził się Jim.
Wyszłam, żeby oddać Bogu swoje myśli i emocje. W tym czasie Jim zabrał chłopców na bok, żeby wyjaśnić ich nieporozumienie. Jim poprosił Boga o pomoc i w ten sposób odkrył doskonałe rozwiązanie.
– Dobra, chłopaki! Jak dla mnie wystarczy już tych wyjaśnień. Nie mam pojęcia, kto co zrobił, ale wy obaj znacie prawdę. Chcę, abyście teraz rozstrzygnęli swoją kłótnię. Matthew, idź na frontową werandę i zapytaj Boga, co powinieneś zrobić, żeby rozwiązać ten problem. Andrew, ty idź na werandę z tyłu domu i zapytaj, czego  Bóg  oczekuje  od  ciebie.  Później  chcę, abyście się spotkali i sami załatwili sprawę.
Wróciłam,  kiedy  chłopcy  wciąż  siedzieli  na werandach. Moje emocje już się uspokoiły, ale wciąż nie miałam pomysłu na rozwiązanie sytuacji. Jim wyjaśnił mi, co zaszło, kiedy mnie nie było, więc postanowiłam poczekać i zobaczyć  rezultat.  Kiedy  chłopcy  byli  gotowi,  na spokojnie  przedyskutowali  sytuację  i  uzgodnili rozwiązanie. Każdy z nich poczynił ustępstwa na rzecz brata i przeprosił za to, w czym zawinił.
A oto najważniejsze pytanie: Czy dzięki łasce i mocy Bożej, my, rodzice, żyjemy tak, jak wymagamy tego od naszych dzieci? Bóg może uleczyć wszelkie nasze złe skłonności. Największy wpływ, jaki mamy na dzieci, to przykład, jaki  im  dajemy.  Ma  on  o  wiele  większe  znaczenie  niż  słowa.  Wiele  młodych  osób  mówi o hipokryzji, jaka ma miejsce w ich domu. Dlatego też rezygnują z Boga, z wiary, w której zostali wychowani i kościoła, myśląc, że to tylko farsa. Religia nie ma mocy, jeżeli nie zmienia mnie. W wychowaniu jest to najważniejsza zasada: zmiana naszych dzieci rozpoczyna się najpierw od zmiany nas samych.

[Fundacja Źródła Życia zaczerpnięto z książki pt. Bądź rodzicem w mocy Ducha Sally Hohnberger]

Tags: , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

20 349 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress

HTML tags are not allowed.